| Tyrannia |
|
| | Jeden z tych trybunów, przyjaciel wolności, obda¬rzony najbardziej niezwykłym umysłem, jaki natura kiedykolwiek dała człowiekowi, pan Benjamin Constant, zasięgnął mojej rady w sprawie przemówienia, które miał zamiar wygłosić, aby zasygnalizować wschodzącą zorzę tyranii. Zachęciłam go do tego z całym przekonaniem. Tym niemniej, ponieważ było powszech¬nie wiadome, że pan Constant zalicza się do moich najbliższych przyjaciół, nie mogłam się powstrzymać od obawy, jakie też jego przemówienie będzie miało skutki dla mnie. Moją słabą stroną było upodobanie do życia towarzyskiego. Montaigne powiedział niegdyś: Paryż czyni mnie Francuzem. Jeśli myślał tak trzy wieki temu, to co byłoby teraz, kiedy w jednym mieś¬cie zebrało się tylu ludzi o błyskotliwej inteligencji, tylu ludzi przywykłych posługiwać się tą inteligencją dla przyjemności konwersacji? Zawsze prześladowała mnie zmora nudy. Lęk przed nią mógł sprawić, że ugięłabym się przed tyranią, gdyby przykład mego ojca i jego krew, która płynie w moich żyłach, nie przezwy¬ciężyły tej słabości. Bądź co bądź Bonaparte świetnie o niej wiedział. Szybko orientuje się w słabych stro¬nach każdego, bo właśnie wykorzystując wady ludzi podporządkowuje ich swojej władzy. Do siły, którą grozi, do skarbów, które obiecuje, dołącza szczodre sza¬fowanie nudą, a to także jest postrachem Francuzów. | | |


