Rocznica rewolucji
| |
Tego roku obchodzono po raz ostatni 14 lipca, rocznicę rewolucji, i górnolotna odezwą przypominała wszystkie osiągnięcia, jakie przyniósł ten dzień: nie było wśród nich ani jednego, którego Pierwszy Konsul nie obiecywałby sobie zniweczyć. Miał wkrótce znacznie podnieść podatki, odbudować mnóstwo Bastylii, ska¬zywać na wygnanie i więzić z rozmachem, na jaki nigdy nie mógłby sobie pozwolić Ludwik XIV przy po¬mocy swoich listów królewskich. Co jednego dnia twierdził, tego nazajutrz się wypierał. Najdziwaczniej¬szy ze wszystkiego jest zbiór proklamacji tego czło¬wieka — jest to encyklopedia wszelkich sprzeczności, jakie na tym świecie można głosić, i gdyby chaos miał przynieść ziemi jakąś doktrynę, z pewnością w ten sam sposób narzuciłby rodzajowi ludzkiemu pochwałę pokoju i wojny, wiedzy i przesądów, wolności i despo¬tyzmu, wychwalanie i znieważanie wszystkich rządów, wszystkich religii. Mniej więcej w tym czasie Bonaparte posłał gene¬rała Leclerca * na San Domingo i w swoim rozkazie napisał o nim nasz szwagier. To pierwsze królewskie my, które czyniło z Francuzów własność rodziny Bonaparte, było dla mnie czymś antypatycznym. Na¬poleon zażądał od swojej ślicznej siostry, by towarzy¬szyła mężowi na San Domingo — tam właśnie zapa¬dła na zdrowiu.
| |