| Po bitwie |
|
| | Rozejm, który nastąpił po bitwie pod Marengo i któ¬rego warunkiem było ustąpienie przez Austrię wszy¬stkich twierdz w Północnych Włoszech, był dla niej bardzo niekorzystny. Bonaparte nie mógłby nic więcej osiągnąć, nawet gdyby nadal odnosił zwycięstwa. Miało się jednak wrażenie, że mocarstwa kontynentalne po¬czytywały sobie za zaszczyt ustępować to, co raczej winno się było wydrzeć im siłą. Skwapliwie sankcjo¬nowały niesprawiedliwości Napoleona, uznawały za słuszne jego podboje, gdy należało, skoro już nie można go było pokonać, przynajmniej mu nie pomagać. Nie znaczyło to żądać zbyt wiele od dawnych rządów euro¬pejskich, nie rozumiały one jednak zupełnie całkiem nowej sytuacji, a Bonaparte oszołamiał je tyloma groź¬bami i tyloma obietnicami, że wydawało im się, że da¬jąc, zyskują, i cieszyło je słowo pokój, jakby to sło¬wo zachowało dawne znaczenie. Iluminacje, reweransy, obiady i salwy armatnie dla uczczenia pokoju pozostały te same, co niegdyś, ale pokój ten, zamiast zabliźniać rany, oznaczał dla rządu, który go podpisywał, zapo¬wiedź niechybnej śmierci. | | |


