Grzeczność
| |
Duroch skarżył się na zbytnią poufałość paria Cobenzla. Nie podobało mu się, że jeden z największych panów monarchii austriackiej bez żenady ściska mu rękę. Owi debiutanci w dziedzinie grzeczności uważali, że swo¬boda bycia nie należy do dobrego wychowania. Rzeczy¬wiście, gdyby czuli się swobodnie, popełnialiby okropne błędy, toteż arogancka sztywność była jeszcze najlep¬szym ratunkiem w nowej roli, jaką chcieli grać. Józef Bonaparte, który prowadził układy dotyczące pokoju lunewilskiego, zaprosił pana Cobenzla do swego Uroczego domu w Mortfontaine, gdzie wraz z nim zna¬lazłam się i ja. Józef bardzo lubił wszelkie prace wiej¬skie 1 ochoczo, bez wysiłku przechadzał się osiem go¬dzin z rzędu po swoich ogrodach. Pan Cobenzl usiłował a nim nadążyć, sapiąc przy tym bardziej niż książę de Mayenne , kiedy Henryk IV zabawiał się każąc mu chodzić mimo jego pokaźnej tuszy. Biedny pan Cobenzl pośród przyjemności wiejskich chwalił sobie najbar¬dziej łowienie ryb, bo wtedy mógł siedzieć, i z uda¬wanym ożywieniem mówił o niewinnej przyjemności złowienia kilku rybek na wędkę.
| |